|
|
Funkcjonujący w naszym społeczeństwie
stereotyp łączący wiedzę o swych przodkach z poszukiwaniem szlacheckiego
pochodzenia będzie jak sądzę wygasał. Snobistyczne podejście do
poszukiwań genealogicznych realizowano głównie przez odnalezienie
antenatów wśród dobrze urodzonych w herbarzu. Obecnie zainteresowanie tą
tematyką jest związane z lepszym wykształceniem społeczeństwa, wzrostem
jego potrzeb intelektualnych. Wielu amatorów podejmujących się
rozwikłania losów rodziny interesuje ustalenie prawdy o przodkach.
Zamówienie w biurze heraldycznym wyciągu z herbarzy nie zaspokoi ich
ciekawości, wręcz pozbawi satysfakcji z własnych poszukiwań. Dla wielu
genealogia staje się hobby, kolekcjonowaniem danych o przodkach.
Zainteresowania te, wywołują u "hobbystów" coraz silniejsze pragnienie
informacji. Z zapałem poszukują nieznanych faktów, układają z wielu
elementów, obraz przeszłości swej rodziny. Typ badacza,
poszukiwacza-odkrywcy może się w tej dziedzinie doskonale zrealizować,
zwłaszcza, że informacje, których szukamy dotyczą osób nam bliskich. W
toku genealogicznych poszukiwań ustalamy bowiem najważniejsze fakty w
życiu naszych przodków. Zaliczają się do nich: wiek antenatów w chwili
ślubu, liczba związków małżeńskich, liczba dzieci, długość życia.
Poznajemy dokładne daty urodzenia, ślubu, zgonu, z podaniem godziny
kiedy miało miejsce to wydarzenie. Znając datę możemy korzystając z
odpowiedniego programu komputerowego ustalić dzień tygodnia który
wówczas przypadał. Dowiadujemy się jakie imiona były popularne u naszych
przodków, czy były dziedziczone. Śledzimy ewolucję naszego nazwiska. Po
zgromadzeniu danych dotyczących wielu generacji rodziny, możemy je
porównywać. Doszukiwać się analogii, prawidłowości w występujących ww.
zjawiskach np. ustalając dużą rozrodczość w rodzinach naszych przodków.
Zachwycając się przodkiem- matuzalemem (np. 100-letnim) podświadomie
liczymy, że może nam w spadku przypadł jego gen długowieczności.
Utożsamiamy się tym samym z przodkami. Dumni jesteśmy, odnajdując wśród
nich pracowitych chłopów, przedsiębiorczych mieszczan, zagrodową czy
zamożną szlachtę. Z czasem szczycimy się pracą, której plonem jest
ustalenie danych o antenatach. Stajemy się detektywami prowadzącymi
dochodzenie. Zbieramy dowody istnienia przodków, stawiamy hipotezy,
przeprowadzamy analizy danych z różnych akt. Weryfikując dzieje rodzinne
znane z przekazów obalamy lub potwierdzamy rodzinne legendy. Dla wielu
osób to pasjonująca i wciągająca zabawa. Zawłaszcza, że apetyt rośnie w
miarę jedzenia. Zbierając dane genealogiczne wyrażamy wdzięczność wobec
ludzi, dzięki którym istniejemy. Moralną zasługą jest odnalezienie
danych, o skazanych już na zapomnienie protoplastach. Nagrobków
odległych przodków próżno szukać na cmentarzu. Tradycja rodzinna sięga
zwykle XIX w. Tym czasem, przeprowadzając proste działania matematyczne
okazuje się, że całe rzesze, zastępy, przodków czekają odkrycie. W końcu
XVIII w. żyło około 150 przodków osoby urodzonej około 1980 r. Wielkość
ta stanowi już niemal grupę reprezentacyjną ówczesnego społeczeństwa.
Można w niej odnaleźć przedstawicieli wszystkich warstw. Celowo
zwróciłem uwagę na koniec XVIII wieku, gdyż ustalenie żyjącego wówczas
pokolenia przodków jest możliwe prawie dla każdego Polaka. Zgromadzenie
danych o tak wielu antenatach, wiąże się ze stanem zachowania źródeł, a
one pozwalają na odtworzenie tak odległych pokoleń. Trudno uwierzyć, że
jesteśmy potomkami, aż tylu osób. Kolejne generacje przodków są dwa razy
liczniejsze od je poprzedzających. Każdy teraz z pewnością wie, iż
posiada 4 dziadków obojga płci. Wymienienie 8 pradziadków sprawia już
zwykle spore kłopoty. Nad 16 prapradziadkami (2x pra dziadkami) mało kto
się zastanawia. Liczba 32 praprapradziadków (3x pra dziadków) może być
dla czytelnika dużym zaskoczeniem, podobnie niewielu uświadamia sobie,
iż żyło aż 64 jego prapraprapradziadków (4x pra dziadków). Pokolenie 4x
pra dziadków obecnych dwudziestolatków żyło około dwieście lat temu, i
jw. wspomniałem można je ustalić na podstawie dokumentów. Zaszczepiając
genealogicznego bakcyla krewnym, czy dzieciom, możemy mieć nadzieję, że
wiedza o nas samych nie zaginie. W odniesieniu do dzieci możemy
zrealizować cele wychowawcze, rozbudzając szacunek do bliskich. W epoce
atomizacji społeczeństwa te fakty mogą wpłynąć integracyjnie na rodzinę.
Można się nimi posłużyć w budowaniu więzów emocjonalnych z dalekimi
krewnymi. W mediach można było zaobserwować skromną popularyzacje wiedzy
o genealogii. Na początku tego roku w programie "Rower Błażeja" młodzież
dyskutowała czy warto się zajmować poszukiwaniami genealogicznymi . W
przeprowadzonym głosowaniu internauci poparli tą ideę. Także
informatyzacja uatrakcyjnia dochodzenia genealogiczne. Możliwość
szybkiego gromadzenia, przechowywania, aktualizowania, przetwarzania ,
ułatwia i przyśpiesza analizę danych. Ponadto daje możliwość drukowania,
jakże miłych oku graficznych prezentacji w formie różnorodnych tablic
genealogicznych. Ustalenie losów przodków przybliża nas do historii. W
wielkich wydarzeniach dostrzegamy ich uczestnictwo, choćby w skromnym
zakresie np. w roli szeregowego żołnierza na froncie. Ustalając przodków
z XVIII w., możemy się przekonać, że byli oni nie tylko poddanym
Stanisława Augusta Poniatowskiego. Interesujące mogą być fakty dotyczące
uczestnictwa w powstaniach narodowych. Na podstawie akt głównie będziemy
mogli ustalić wiek przodków, zawód, sprawowaną funkcję, urząd, status
społeczny, miejsca zamieszkania, narodowość, wyznanie. Stanowi to
wystarczającą pożywkę do rozważań, na temat zajmowanego przez przodków
miejsca w historii. Poszukiwania genealogiczne rozszerzają naszą
wyobraźnię historyczną. Pozwalają na powstanie własnej perspektywy w
patrzeniu na dzieje. Za pośrednictwem przodków wchodzimy emocjonalnie w
relację z wydarzeniami z przeszłości. Zapomnieć należy także o
kompleksie pochodzenia "z gminu". Nie powinniśmy się wstydzić chłopskiej
genealogii. Często słyszane oświadczenia wielu osób o mieszczańskim czy
szlacheckim pochodzeniu wynikają z niewiedzy. Po analizie dokumentów
bywa, iż staje ono pod znakiem zapytania. Większość społeczeństwa
polskiego niegdyś stanowili chłopi. Dlatego też podobny będzie ich
udział procentowy w galerii przodków . W obecnej postindustrialnej epoce
status przodków nie rzutuje na naszą pozycję społeczną czy ekonomiczną.
Powinniśmy sobie uświadomić, iż to praca fizyczna często niepiśmiennych
poprzedników, była podstawą utrzymania innych warstw społecznych i w
ogóle państwa. Należy się więc im szacunek i pamięć. Nawet rody panujące
są pochodzenia chłopskiego np. ród Sforzów. Chłopskie pochodzenie
Piastów i Przemyślidów przekazuje legenda. Również nieślubne pochodzenie
nie powinno zniechęcać do poszukiwań genealogicznych, choćby tylko linii
żeńskiej. Pochodzenie po kądzieli, jest i tak pewniejsze od pochodzenia
po mieczu. Tylko bowiem matka wie z kim poczęła dziecko. Ojciec
oświadczający swe ojcostwo i okazujący narodzone dziecko urzędnikowi
stanu cywilnego czy duchownemu musiał polegać na jej informacji . W
wypadku nieślubnego dziecka służącej, możemy domyślać się, iż jej
pracodawca był ojcem. Znany z historii powszechnej Wilhelm Zdobywca, czy
założyciel dynastii Sforzów byli nieślubnymi dziećmi. Pochodzenie
nieślubne nie stanowi skazy na honorze rodziny, może urozmaicić i nadać
kolorytu rodzinnej historii. Dla badacza wszelkie niejasności i znaki
zapytania, bardziej intrygują i zmuszają do dociekliwości. Pochodzenie
szlacheckie umożliwia ustalenie przodków znacznie wcześniejszych, niż
pochodzenie chłopskie. Wiąże się to ze źródłami, które dostarczają
więcej informacji o zamożniejszych warstwach społeczeństwa. Korzystając
z herbarzy możemy ustalić protoplastę, nawet z epoki bitwy pod
Grunwaldem. Ponieważ niektóre szlacheckie rody wielkopolskie po kądzieli
pochodzą od dynastii panujących, wielu współcześnie żyjących Polaków ma
szansę na udokumentowanie pochodzenia, sięgającego głębokiego
średniowiecza. Ponieważ od XIX w. częste były małżeństwa międzystanowe,
błękitną krwią po kądzieli mogą się pochwalić rody będące po mieczu
pochodzenia mieszczańskiego czy chłopskiego. Wśród swych przodków
będziemy mogli odnaleźć: Piastów, Jagiellonów a także Wilhelma Zdobywcę,
Duncana króla Szkotów zamordowanego przez Makbeta. W tym gronie znajduję
się Karol Wielki, którego żyjących współcześnie potomków szacuje się na
kilka milionów. Biorąc pod uwagę obliczenia matematyczne, możemy
przyjąć, że prawie każdy współczesny Polak jest potomkiem Mieszka I.
Obecnie żyjących Polaków można zaliczyć do 30-35 generacji jego
potomków. Kolejne pokolenia potomków są coraz liczniejsze, dlatego
liczbę obecnych potomków Mieszka I można szacować na wiele milionów.
Najczęściej jednak będziemy mogli ustalić naszych antenatów do XVIII w.
W wielu rodzinach chłopskich dopiero w tym wieku (a nieraz później)
powstały nazwiska. Ich brak uniemożliwia ustalenie wcześniejszych
generacji. Metryki parafialne stanowiące główne źródło danych dla XVIII
w. są już poważnie przerzedzone, a dla XVIII w. zachowało się ich bardzo
mało. Odtworzenie dziejów rodzinnych może zająć całe lata. Zależy to
jednak od zaangażowania, oraz od zakresu poszukiwań. Musimy odpowiedzieć
na pytanie: Czego chcemy szukać? Zbieranie informacji o wszystkich
krewnych jest niezwykle czasochłonne. Należy się więc skupić na
wybranych rodzinach, dzięki czemu dane o nich zgromadzone będą bardziej
kompletne. Najciekawsze jest jak sądzę rekonstruowanie wywodu przodków,
tzn. zebranie informacji o tych osobach, których spadkobiercami czujemy
się pod względem fizycznym i psychicznym. Moje zainteresowania
genealogiczne sprawiły, iż zdecydowałem się zdawać na historię. Od
początku studiów realizowałem swoją genealogiczną pasję. Tematem mojej
pracy magisterskiej jest oczywiście rodzinna genealogia. W toku
przeprowadzonych kwerend zebrałem wiele doświadczeń i refleksji.
Zbadałem, poszukując antenatów, księgi z 30 parafii, głównie z
województwa łódzkiego. Plonem wieloletniej pracy jest zebranie
informacji o 270 przodkach. Ustaliłem wiele faktów związanych z
migracjami . Odkryłem gniazda rodowe protoplastów nie tylko w centralnej
Polsce, ale także w Wielkopolsce, w województwie lubelskim, a nawet w
Lotaryngii, Badenii i Palatynacie. Odnalazłem swoje rodowe nazwisko w
metrykach parafialnych z połowy XVII w. Informacje zdobywałem w
archiwach, Urzędach Stanu Cywilnego. Odwiedziłem kilkanaście kancelarii
parafialnych.
Genealogia którą starałem się przybliżyć w moim artykule stanowi
odpowiedź na podstawowe egzystencjalne pytania: Skąd pochodzimy? Kim
jesteśmy? Dokąd zmierzamy? |