| POEZJA - Stanisław Leszek Pieniążek |
|
|
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Na apel genealogów |
Z puszcz nadwiślańskich, gór Podkarpacia,
z rozwianych prochów, historii narodów
Wracają Oni, do dziś zapomniani.
Na apel genealogów.
Z komnat pałaców, dworów szlacheckich,
chłopskich omszałych drewnianych progów,
Wracają dzisiaj w naszej pamięci
Na apel genealogów.
Ci co wrócili z nami zostaną.
Nieważne, jakich miewali Bogów
Wszak połączyły ich prochy przodków
Na apel genealogów.
Zostaną teraz w naszej pamięci.
W sercu człowieka, w pisanym słowie.
Zostaną z nami, wszak ich wskrzesiliśmy
Przecież to nasi przodkowie. |
|
|
|
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Człowiek? |
Kto w życiu nie zaznał rozkoszy miłości
I doznań przepięknych, rosnących wraz z wiekiem.
Nie przeżył tych nocy majowych, gorących.
Gorąco nie kochał
– ten nie jest człowiekiem.
Kto wrażliwości na biedę, krzywdę.
Nie przejął z piersi matczynej wraz z mlekiem.
Kto nie ukoił bólu cierpiącym.
Nie pomógł innym
- nie jest człowiekiem.
Kto idąc przez życie i patrząc wokoło.
Nie widzi ubóstwa, nędzy, rozpaczy.
Żyjąc w dostatku, widzi tylko siebie.
Nie jest człowiekiem
- Niech Bóg mu wybaczy.
Stanisław L. Pieniążek, luty 2006 |
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Biogram |
Energia życia, dążenie do celu, wiedza, poznania, podróże po świecie
Rodzina, dzieci. Ich wychowanie, w stresie co w życiu każdego czeka
Pęd do poznania tego co przeszło. Prawdy o ludziach, potomnych, czasach
Od wielu laty musi wytrzymać, serce szarego, zwykłego człowieka
Życie - problemy, miłość – doznania, wiara – nadzieja, śmierć – to ucieczka
Czas biegnie szybko, przyspiesza, pędzi. Swym tempem ciągle przed nami ucieka.
Trzeba go gonić w ciągłym pościgu; by coś osiągnąć, po sobie zostawić
Dla swych potomnych. Dla wszystkich ludzi. Dla tych co żyje serce człowieka
Statek Twój płynie krętym kursem życia, ciągnąc za sobą kilwater czasu
Przed nim zawiłe problemy przyszłości jakby wijąca się górska rzeka
Chciałbyś w tej trasie nie widzieć końca, swojej podróży, katakumb przystani
Przeć stale naprzód, w swym celu życia. Przystanki stawia serce człowieka.
Raz, drugi, trzeci da się ominąć zakręty czasu, awarie życia, rzeczne
przystanie
Gdy Cię obejmie mgła wiecznej ciemności. Oczy zamknięte, nie drgnie Ci powieka
Dobiłeś właśnie do swej przystani, już cel podróży, kres Twych poczynań
Pozostanie po Tobie, co stworzyłeś w życiu. I stanie serce szarego człowieka.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Odejście... |
Moim wnukom....
Gdy dzwon mój zabije ostatni
Głos dźwięcznym rozniesie się echem
Odejdę w krainę nicości
Z szczęśliwym na twarzy uśmiechem.
Żegnajcie mię w ciszy spokoju
Bez oznak wielkiego cierpienia
Spłaciłem wszak długi pokuty
Ten ciężar mojego sumienia
Kochania me, małe istoty
Niech każde do dołu kwiat rzuci
Niech wierzą, że kiedyś, z daleka
Najdroższy ich życia powróci…
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Poszukiwaczu korzeni |
Nikt Ci nie stworzył historii rodziny
Tworzyły ją przemijające wieki
Ty tylko odkrywasz nikłe ślady minionych czasów
Historii , którą zatarły losy naszego narodu.
Odkrywasz historię przodków
Pochowaną w pożogach wojen
Zagubioną podczas zaborów i powstań
W skomplikowanych dziejach ludzkości.
Szukasz rodziny, swych korzeni
Odkrywasz coraz to nowe pokolenia,
Chciałbyś sięgnąć jak najdalej wstecz
Cofnąć czas wieków, które przeminęły
Te czasy przeminęły i nie wrócą
Ta jak i nie wrócą Oni, Twoi przodkowie
Odkryłeś ich, przybliżyłeś pokoleniom,
Są tak blisko Ciebie a jednak dzielą Was wieki.
Chciałbyś zatrzymać czas
Pozostać konarem, gałęzią
W drzewie genealogicznym
Jednej, jedynej, naszej wspólnej rodziny
Pozostaw swoje marzenia Bogom
Tylko oni nie przemijają
Odejdziesz w nicość, powrócisz po wiekach
Za sprawą swego potomka, też poszukiwacza.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Przodku nieznany |
Gdzieś setki lat temu pod strzechą słomianą
Wiodłeś żywot chłopa, dziś żeś zapomniany
Jakżeż Cię przywołać? Zmusić do powrotu
Czyżbyś nie chciał wrócić, mój przodku nieznany?
Lata całe szukam i chcę Cię odnaleźć
Bardzo jesteś przez nas wszak oczekiwany
Wyjdź z otchłani wieków. Daj poznać się bliżej.
Wpisz się w drzewo rodu, mój przodku nieznany.
We snach gdzieś oglądam twarzy Twej oblicze
Wyglądasz jak Weles ze spiżu odlany
Czy uda się kiedyś poznać Twoją przeszłość
Wrócić Cię rodzinie, mój przodku nieznany?
Nie znajdę już chyba tych ksiąg parafialnych
Z kartami na których wszak byłeś wpisany.
Nie cofnę się nigdy do lat Twej młodości
Nie poznam Twych losów, mój przodku nieznany.
Na pewno nie poznam także Twoich bliskich
Odeszli w niepamięć, ślad ich zamazany
Nie uda się nigdy przywrócić korzeni.
Twych i Twoich dziadów, mój przodku nieznany.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| W Przestrzeń Ulecieć |
Ach jakże bym pragnął na koniec dni swoich,
Odlecieć w przestworza wysoko gdzieś w chmury.
Móc spojrzeć na ludzi z którymi wszak żyłem,
Będąc niewidoczny, gdzieś z obłoków, z góry.
Móc wejrzeć z zaświatów w ich codzienne chwile,
Zmagania się z nurtem codziennego życia.
Widzieć ich i słyszeć nie będąc widzianym.
Móc czytać ich myśli ze swego ukrycia.
Dowiedzieć się także co może po latach
W ich sercach i głowach po mnie pozostało?
Czy wszystko co chciałem potomnym przelałem?
Czy ze swego życia nie dałem za mało?
Czy żyć będą oni w miłości rodziny?
W spokoju i zgodzie jak kiedyś ja żyłem.
Czy wiarę swą oprą na wszystkim w co kiedyś
Przez lata ja długie wszak przecież wierzyłem?
Czy Bóg mi pozwoli na takie odstępstwo,
Na zmianę wędrówki mej duszy w przestrzeni?
Czy da mi możliwość spełnienia marzenia,
Które gdzieś tam w głowie powstało na ziemi? |
| Stanisław L. Pieniążek |
| Cmentarze |
Gdzieś na uboczu wiosek
Zagubione pośród drzew starych
Dumne jak białe strzeliste brzozy
Krzyże wiejskich cmentarzy
Pochylone ciężarem lat
Zmurszałe i obrośnięte mchem
Rozsypujące się w proch
Jak Ci co pod nimi leżą.
Spokój i ciszę ich odpoczynku
Przerywa tylko klekot skrzydeł
Ptaków czarnych jak żałoba
Szum wiatru w gałęziach drzew.
Pod płotem nieznana mogiła
Człowieka co błądził za życia
Odepchniętego przez innych
Dzisiaj też na uboczu
Tuż obok przy sztaludze
Malarz szukający natchnienia
W tym cichym pogodnym krajobrazie
Przy pierwszych promieniach słońca
Siedzi w zadumie i kreśli
Nierówne linie czasu minionego
Starych kamiennych tablic
Na szarych cmentarnych pomnikach
W głębi gdzieś dźwięk znajomy
Cicha, przytłumiona szumem wiatru
Orkiestra zaświatów
Jak echo lat przeszłych
Niesie się między krzyżami.
Szczęk łopat po kamieniach
Grabarze szykują następną ścieżkę
Do raju przeznaczenia
Podlaskie cmentarze
Historia ludzi i minionych epok
Lat odchodzących w zapomnienie
Jak wszystko wokół nas
I tylko gdzieś na uboczu wiosek
Dumne drewniane krzyże
Ogrodzone cmentarnym murem
Przypominają nam miniony świat
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Dzieci niczyje |
W ogromnych metropoliach
pośród
tłumów ludzi
Jak na wysypisku
pełnym
starych śmieci
Snują się bokami
często
wystraszone
Porzucone przez wszystkich,
opuszczone
dzieci.
Biedne, brudne i głodne
zaniedbane
przez życie
Nie wiedzące czy gdzieś tam
rodzina
ich żyje
Codziennie wynurzają się
z
nor swych na ulice
Opuszczone przez bliskich
te
dzieci niczyje.
Z Domów Dziecka i z rodzin
z
poza marginesu
Bez wiedzy i nauki,
często
nie ochrzczone
Żyją między nami
w
każdej okolicy
Nikomu nic nie winne,
dzieci
opuszczone.
Bez uśmiechu na ustach
na
dziecięcych swych twarzach
W dziurawym przyodziewku
nie
ze swojej winy
Włóczą się do późnych
godzin
prawie nocnych
Przez nas opuszczone,
dzieci
bez rodziny
Rozejrzyjmy się wkoło
w
mieście gdzie żyjemy
Czy w naszym środowisku
i
w naszej okolicy
Nie przebywają czasem
niewinne
w swym dzieciństwie
Porzucone przez wszystkich
biedne
dzieci ulicy.
Weźmy je i przytulmy
i
ogrzejmy swym ciałem
Każdemu z nich na pewno
radość
w oczach zaświeci
Gdy wielu tak postąpi
mądrych
ludzi na świecie
To znikną z ulic smutne,
porzucone
dzieci.
|
|
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| ... I powrót |
Moim wnukom....
Gdy sygnał syreny nicości
W dźwięk mocny i trwały urośnie,
Gdy wszystkie niebiańskie Anioły
Na trąbach zagrają radośnie.
Gdy dzwony przestrzeni wszechświata
Rozpoczną donośne swe bicie,
Wraz z Wami powstanę z popiołów
Na wieczne, na drugie swe życie.
Odrodzę się w innym wcieleniu
W annały bogatszy mądrości,
W wszechświatów bogatszy przeżycia,
W zaziemskie uczucia miłości.
W radości swej pełny, na zawsze
Szczęśliwy zostanę wraz z Wami.
Jak statek co z rejsu powraca
Do swej macierzystej przystani.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Grota przodków nieznanych |
Na omszałych pomnikach zagubionych cmentarzy,
W szafach wiejskich parafii,
Pełnych ksiąg starych
Kruchych jak wigilijny opłatek
Szukasz Ich pełen nadziei ,
Nadziei, że cofniesz wieki.
I przywrócisz potomnym
Dziesiątki pokoleń ich przodków nieznanych.
Wstępujesz w szczelinę minionych wieków
Mijasz ciemne rozdziały historii
Trafiasz na grotę ciemności.
Grotę przodków zaginionych
Zaginionych w przysiółkach całego wszechświata.
Dalekich i nieobecnych.
Zagubieni w przestrzeni czasów,
W nicości zapomnienia.
Na dźwięk Trąb Jerycha
Burzący skały przeszłości
Powrócą na wielkie rodzinne spotkanie.
Na Sąd Ostateczny.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Cóż warte jest życie |
Cóż warte jest życie bez uczuć miłości,
Bez pełni księżyca i słońca zachodów.
Cóż warte jest życie bez żadnych wartości,
Przyjaźni zawartych za młodu.
Cóż warte jest życie bez wiary pewności
W istnienie świętości i Bogów.
Cóż warte jest życie bez jego mozołów,
Bez wzniesień, upadków, zawodów.
Cóż warte jest życie bez bycia w rodzinie.
Tworzącej swe więzi wiekami
Cóż warte jest życie samego wśród ludzi
Samotność upodla czasami.
Cóż warte jest życie bez badań korzeni
Rodziny swej przodków dalekich.
Cóż warte jest życie bez wspomnień o dziadach
Odeszłych w zaświaty na wieki.
Cóż warte jest życie bez prawdy o życiu,
Bez wiary w wartości człowieka.
Nauczyć się życia nie można przez chwilę,
A ono tak szybko ucieka.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Rachunek sumienia |
Gdy w życiu człowieka ten okres przychodzi
Z młodzieńca w staruszka się zmienia
Człek myśli, że chyba nadeszła już pora
By zrobić rachunek swojego sumienia
Co w życiu zrobiłem dobrego dla ludzi?
A co też być może zrobiłem i złego?
Rachunek sumienia z nas każdy przejść musi
I nikt nie ucieknie daleko od niego.
Czy lata przeżyłem w szacunku dla siebie?
W miłości do swojej najbliższej rodziny?
Czy moi potomni zapomną me imię?
Gdy człek już zakończy swe ziemskie godziny.
Gdy cofam w pamięci swej cały kalendarz
Lat przeszłych, to we mnie myśl taka się budzi
Z pytaniem, co mógłbym ja jeszcze takiego
Dokonać w ostatnich swych chwilach dla ludzi ?
Co mógłbym dziś zrobić gdy czas tak ucieka
Gdy człowiek tak mało ma życia przed sobą.
Gdy myśli z szybkością kosmicznej rakiety
Twój mózg omijają tak kretą dziś drogą.
Gdy człowiek ma odejść na zawsze w zaświaty
I proch jego z ziemskim wymiesza się kurzem
Cóż zrobić by mocno utrwalić swą postać
W pamięci potomnych, swych bliskich na dłużej?
Zostawić na ziemi ślad swego istnienia
Ślad swojej bytności w umyśle człowieka
Czy uda się zostać kimś niezapomnianym?
Czy wieczne zbawienie Cię czeka?
Pytania się kłębią, wzbudzają zadumę
Myśl często w zbyt mocne emocje się zmienia
Czy da się? Czy zdążę za życia dokonać?
Rachunek własnego sumienia.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Uczucia miłości |
Zastanawiam się czasem, ileż uczuć miłości
Od swego urodzenia do zamknięcia powiek.
Podczas całej swojej egzystencji na świecie
I w swym życiu doczesnym, przeżywa każdy człowiek?
Miłości do rodziców, tej pierwszej niewinnej,
Która zaświtała wraz z pierwszym oddechem.
Gdy dziecię po raz pierwszy otworzyło oczka
I spojrzało na matkę z dziecinnym uśmiechem.
Miłości do ojca co ziarno życia zasiał
I wykiełkowało z jego to nasienia.
On to spowodował narodziny życia.
Dał pierwszą podstawę do jego istnienia.
Miłości do swej matki, rodzicielki życia,
Które przecież powstało w jej łonie gorącym.
Przez miesięcy kilka w niej się rozwijało.
Wreszcie świat ujrzało jaśniejący słońcem.
A kiedy już mocnym majowym promieniem
Zaświeci nam wysoko ponad ziemią słońce.
To rodzi się największe uczucie w człowieku,
Uczucie miłości najbardziej gorącej.
Miłości uczucie inne w swoim stylu.
Uczucie na które, ktoś gdzieś przecież czekał.
To najczystsze z uczuć, uczucie miłości,
Do kogoś z płci przeciwnej, do drugiego człowieka.
A potem gdy z tej wielkiej miłości obojga.
Narodzi się nowy człowiek, jego gwiazda zaświeci.
To rodzi się najmilsze z miłości wszystkich chyba.
I najdłuższe uczucie, miłości do dzieci.
Do dzieci co powstały w radości dwojga ludzi
Z uczuć obydwojga uczciwych i wzniosłych
Zrodzonych z wiary w życie, w ekstazie uniesienia
W chwilach ich gorących igraszek miłosnych.
Gdy człowiek już dorosły u schyłku swego życia.
I gdy w jego sumieniu jakaś rodzi się trwoga
To mocno w nim zakwita uczucie miłości.
Miłości do religii i miłości do Boga.
Trwa w tej miłości człowiek do końca dni swoich.
Na zawsze w jego duszy i trwale już gości.
Największe i najświętsze ze wszystkich uczuć chyba.
Do swojego Boga - uczucie miłości.
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Margines życia |
Gdy w chłodne, pochmurne zimowe wieczory
W ciepłym siedzę domu doznaję odkrycia,
Że zbliża się do mnie już nieubłaganie
Powolnym idąc krokiem, mój margines życia.
Tak wiele w mej głowie pytań się kotłuje.
Chciałbym kiedyś poznać prawd tajemnic bycia.
Co będzie? Co stanie się kiedyś, gdy człowiek
będzie już przekraczał swój margines życia?
Jak jego świadomość postąpi w godzinie,
Gdy przyjdzie marginesu przekraczać granicę?
Gdy ciało jeszcze żywe a duch nieubłaganie
Powoli zacznie w ciemną wkraczać już ulicę?
Co mówi wtedy bliskim? Jakimi też słowy
Oddaje w pożegnaniu odczucia swej duszy?
Czy chciałby coś przekazać przed ostatnim tchnieniem?
Czy może w swej wymowie sumienie ich wzruszyć?
I co się będzie działo w Jego świadomości
Gdy za życia margines dusza wyjdzie skrycie?
Gdy ciało pójdzie za nią, ostatnim swym tchnieniem
Kończąc w tym momencie swoje ziemskie życie?
Pytania, wciąż pytania. Tajemnica śmierci.
I życia tam gdzieś w niebie, w raju dobrobycie
Czy kiedyś ktoś odpowie prawdziwymi słowy
Co będzie gdy przekroczy swój margines życie? |
|
| |
| Stanisław L. Pieniążek |
| Walka, ciągła życia walka |
Od swoich narodzin, od powstania życia,
Od chwili gdy niemowlak zobaczy trochę świata.
By przetrwać musi walczyć o swoje miejsce w świecie.
Ta walka trwać już będzie przez wszystkie jego lata.
Wrzaskiem, krzykiem i płaczem domaga się od matki.
Pełnej pokarmu piersi czy butelki mleka.
W tej walce chciałby zdobyć życiodajny pokarm
Wszak w życiu tyle jeszcze ciężkiej walki go czeka.
Podrósł trochę i zmężniał, już stanął na swe nóżki
I znowu walczyć musi: w przedszkolu, na ulicy
Walczyć musi o miejsce, swoje miejsce wśród dzieci
Które zwykle zajmują jego rówieśnicy.
Szkoła. Tu teraz się zaczyna poważna już walka
Swoje mądrości czerpie z wagi nauk szalki
Ile z tego skorzysta? Sam w tym czasie nie wie.
Na pewno nie uniknie w zdobyciu wiedzy walki.
Walczy później o miejsce, w sercu miłej dziewczyny
Do której to ogromną zapałał miłością
W tej walce nawet gotów poświęcić swe życie
Przystępuje do walki z pasją, z zaciętością.
Swych uczuć wygra walkę. Lata dalej lecą.
Powiększa się rodzina. Problem rodzi się wtedy.
Znowu musi podjąć, w swoim życiu walkę.
By Jego najbliżsi nie zaznali biedy.
Chciałby ich wychować, w spokoju, w dobrobycie
Opieką swoją objąć jak anioł skrzydłami.
Walczy wtedy mocno o los ich w przyszłym życiu.
Walczy by nie musieli walczyć potem sami.
Walczy, walczy i walczy, ile starczy siły.
Do końca dni swych walcząc myśli czasem skrycie.
Czy wygra też ostatnią doczesnego świata?
Walkę o godniejsze na starość swe życie?
|
|
| Stanisław L. Pieniążek |
| Stare fotografie |
W zakurzonej szufladzie w starej wiekiem komodzie,
Stojącej gdzieś na strychu w zapomnianym domu.
Odnalazłem dwa albumy, wiele fotografii.
Z przed półtora wieku, nie znanych nikomu.
Gdy przeglądam je teraz, w spokoju i ciszy
Patrząc na zdjęcia ludzi od lat jakby mi znanych
To spostrzegam w ich oczach o kolorze sepii
Twarze moich przodków, z przed wieków, zapomnianych.
Przed oczyma przewija mi się jakby film życia.
Życia tych co odeszli już dawno w inne światy.
Powracają wspomnienia i relacje najbliższych
Zda się jakby wrócili dziś z podróży z przed laty
Ta dumna twarz tak gęsto bruzdami lat pokryta.
Jak ziemia, która rodzi od wielu, wielu lat.
Przypomina prababkę mą z podlaskiej osady.
Przypomina jej życie, zupełnie inny świat.
Człek z sumiastym wąsiskiem, pod nosem na swej twarzy
Prosto, pewnie stojący jak w tle zdjęcia topole.
To twarz mego pradziada w jego złości życia.
Patrzy dumnie jak pomnik stojący na cokole.
Twarze młodszych pokoleń w wiejskim krajobrazie.
Zrobione w fotografii z niejednego ujęcia.
To twarze tak czytelne jak zeszyt z kaligrafią.
Zapisany ręką małego dziecięcia.
Drugi album już inny, w skórzanej oprawie.
Na zdjęciach inni ludzie, społeczności kwiat.
Na twarzach przezroczystych nie znajdziesz żadnej zmarszczki
Lata niby te same, zupełnie inny świat
Nie ujrzysz też w ich oczach żadnego obrazu,
Trudów życia i znojów, przeżycia wielu lat.
A przecież to te same, okresy historii.
Ten sam kraj mych przodków, lecz jakżeż inny świat.
Chłopskie trudy i znoje życia codziennego,
Pałacowe salony, polowania, przyjęcia,
Sprawiedliwie i na zawsze połączyła dzisiaj:
Zakurzona szuflada i w albumach zdjęcia.
|
|
|
|
|
|
Postać pana Stanisława
Leszka Pieniążka przybliżona jest na stronie Pełnią
serca - postać Stanisława Leszka Pieniążka. Kontakt do autora:
|
|
|
Znasz inne ciekawe teksty -
napisz. KONTAKTY |
|